biala-wilczyca blog

Archiwum dla: Kwiecień, 2008

Myśli płyną ….

przez , 30.kwi.2008, w Bez kategorii

     Już dawno przemyślałam kilka rzeczy i doszłam do wniosku iż nic z tego nie wyjdzię albo nie mam na te rzeczy najmniejszego wpływu. I jezcze rozmowa z Dorotą, spontaniczna, bo krew we mnie zawrzała…

   Znowu nie jestem w stanie niczego zmienić i nic odkręcić – ale dziesiątym zmysłem, na podstwie jej wczesniejszych wypowiedzi, wiedziałam iż nie będzie happy end’u.
Zamordowałabym , kogoś kogo znam z opowiadań, co wystarcza by chcieć zrobić coś tak nieobliczalnego.
Mam może ciut żalu iż niewystarczająco ostudziłam swoja rozmówczynię wcześniej kiedyś, w dniu kiedy przyszłam obejrzecu niej film, a może mówiłam dobrze a ona nie chciała słuchać i wierzyć?

    Mam w pracy koleżankę Gośkę, której chyba jeszcze gorzej los przydzwonił, bo różowe okulary nosiłą 3 lata (no może dwa z hakiem) po to chyba, tylko by dowiedzieć sie prawdy w najmniej delikatny sposób. Napiszę, może jak ktoś przeczyta uwierzy iż makabreski mają miejsce tuż koło nas.
Miała Gosia faceta, wygladał przciętnie, był miły i wyglądał na uczciwego, troskliwego i w  niej zakochanego po uszy a nawet z moralnym szkieletem( facet cnotka). Spędzili z sobą wakcje, spotyklali sie prawie co tydzień, bo są z jednego miasta, acz każde z nich ma wlasną pracę. Z boku wyglądało mi iż to sielanka i wszystko zmierza wielkimi krokami do powstania dobego związku. Trafił jej się-  myślałam- to dobrze.
I nagle
ZONK !

    
Poszli razem w miejsce publiczne jak zwykle za rączkę z cielęcym wyrazem oczu dla zakochanych. Podeszła do mojej koleżanki kobieta i wzięła ją na bok tłumacząć iz jest ex-żoną jej partnera. Koleżanka się nie zdziwiła, bowiem wiedziała iz ma faceta z odzysku, ale to co powiedziała jej kobieta dalekie było od tego co jej S. naopowiadał o sobie i byłym małżeństwie. Gośka podeszła do niego i spytała czy ta kobieta mówi prawdę- ku jej załamaniu, potwierdził bez zająknięcia, powiedział „dziękuję za wszystko i dowidzenia” oraz coś na kształt iż nie będzie teraz mile widziany, więc niech do niego nie dzwoni i go nie szuka.

     Do dziś się zastanawiam co by było dalej, czy Gosia wyszłaby za niego i co jeszcze by jej zrobił za szwindel. Nie rozumiem jak można było się ukrywać tyle czasu by nie wyszła świńska natura.
A jaki był: Babiarz i niebieski ptak, nie płacił alimentów na własne dziecko(dzieci?) , a ile ich miał poza związkiem i czy jeszcze był z kimś w związku licho go wie. Jednym słowem tu niby uważający i kochający a sukinkot jakich mało.

       Od wielu lat się zastanawiam :
Skąd biorą się na świecie ludzie głupi, złośliwi ponad miarę i okrutni ?
Zastanawiam się też ile można sobie obiecywać po jednym dobrym dniu i wydarzeniu.?
Jak człowiek długo może być naiwny i okłamywać samego siebie albo drugą osobę?
Jak będąc mądrym człowiekiem wierzyć w znajomosć internetową, która ma przetrwać wszelkie burze, kiedy tak naprawdę nigdy nie była dokońca sprawdzona w realnym świecie bez klawiatyry i monitora?
Gdzie i czy są jakieś granice przyzwoitości, zdrowego rozsądku i samo krytycyzmu?
Jak długo można siebie okłamywać?
Jak długo można życ we własnym świecie uważając iz nic innego się już nieliczy tylko jeden obrany na ślepo cel?
Gdzie zginął honor i rycerskość?
Gdzie zaginęła prawda i szczerość?
Jak jest lepiej: podchodzić do wszystiego z lekkim niedowierzaniem by zmiejszyć ewentualne rozczarowanie, czy tez iść na całość bez zahamowań brać wszystko za dobra monetę i używać życia?

    Mówi się: Jak spadać to z wysokiego konia.
Jeśli patrzę na moją rozmówczynię- chyba nie chciałabym by do mnie zastowano to przysłowie, ale w jej przypadku upadek był piekielnie bolesny, bo odciągany w czasie, jak jazda po wybojch, gdzie już odbija się pośladki a upadek jest kwestią czasu ….

    Ja spadłam z konia wczesnie, ale zawdzięczam sobie i realistycznemu podejściu do życia, bo jakoś tak mam iż jak  mi dzieje sie za dobrze  to albo ja coś wymyślam, albo zaraz coś extra fatalnego spadnie mi na głowę.
Tym razem ja ciut koloryzowałam biorąc sypatię i koleżeństwo za coś więcej ( a szkoda iż tak się nie spełniło po moim scenariuszu).
Dziś wiem na czym stoję, dobrze mi z tym,bo może znajomość zamieni się czasem w mocna przyjaźń i to z nie z jedną osobą ale z trójką osób, z czego dwie są zwiazkiem rodzinnym splecione z Tą osoba dramatu.

    Wniosek:
Dalej niczego nie wiem napewno …

Zostaw komentarz więcej...

Ciemny swiat

przez , 22.kwi.2008, w Bez kategorii

Bede jak cien twego przeciwnika,
Chodzic tak, bys potykal sie o mnie,
Bede wykorzystywac twoj strach
A on bedzie sie nim karmil do syta

Zostaw komentarz więcej...

Fiołki

przez , 07.kwi.2008, w Bez kategorii

Znow nazbieralam fiołków

Zostaw komentarz więcej...

Już nie wiem nic.

przez , 06.kwi.2008, w Bez kategorii

Już nie wiem nic, nie wiem o co walczyc ,czego chcieć.
   Ojciec dostaje pierdolca i kombinuje rzeczy o których się nie śniło filozofom. Jego wyniki starszą, i cholera wie co i jak mysleć. Zrobiło sie nagle 100 rzeczy, a dzieki jesdenej wizycie w szpitalu i jednej rozmowie prze telefon.

Mi lekarz (kolejna taka opinia) straszy kalectwem na starsze lata ale i tak gówno to kogo obchodzi. Ja szarpie się z emocjami od rozpaczy po radość i juz ma dość takiej huśtawki. Coraz cześciej ma chęć się wściec , zrobić maxi awanturę albo… juz sama nie wiem.
Nie wiem czy chcę rozmawiać i czy inni tego chcą, wiem iż okiem to widzą i nic nie robią. A może ja już też mam wszystkiego dość?!

Miałam wczoraj przy sobie osobę którą chyba więcej niz lubię, ale co z tego? Świat nie chce mi dać łatwego i prostego rozwiązania, bo w tym wypadku takiej opcji nie ma.

Podpisalam w czoraj cyrograf- oczywiście żartobliwie, moze właśnie to jest to czego mi trzeba?
Pójdę i zmierzę sie z nową rzeczywistościa, stanę po drugiej stronie barykady, nie będę gapiem tylko aktorem, to jest wyzwanie. Kto mi pomoże? Ja i tylko ja, oraz przyjaciel z żoną. Może włąśnie tak trzeba, trzeba sie zmienić o całe 360 stopni, wyjść z siebie i zapomnieć czasami do czego się tęskiło? Czort nadał. I kto mi pomógł w tym wszystkim, znów oni.
Chyba zaczynam być wdzięczna losowi za tą znajomość, choć gdzieś jest drugie dno, o którym juz staram sie nie myśleć. Czeka mnie ciut zabawy i ciut pracy by jednej nocy majowej znienic epokę i realia. To będzie ciekawostka historyczna.

By nie być gołosłowna i by znajome nie pomyślały iż to moja czcza fantazja- zaproszę je na ten dzień i jeśli nie będa dość leniwe zobaczą to , co tera zbedę szykowała. A zatem siadam do igły i niech zegar czasu stanie.

I naprawdę juz nie wiem nic, co będzie jak będzie, bo plany można mieć piękne i dobre chęci też, byle nie stanąć w pół drogi z własnej głupoty.
Mam nadzieję iż los będzie mi łaskaw i niczego mi na głowę nie zrzuci, chociaż w pewnej kwesti będa kłopoty o czym juz dziś dobrze wiem. Byle do 17 maja nic mi upiornego nie zrzucił, bo znajdę się w wariatkowie.

1 komentarz więcej...