biala-wilczyca blog

Archiwum dla: Kwiecień, 2009

Kino domowe 2

przez , 30.kwi.2009, w Bez kategorii

Dzięki przyjaciółce miałam możność zobaczyć film, na który nie miałam wcześniej czasu wybrac się do kina, a mianowicie wspólnie obejrzałyśmy Ciekawy wypadek Beniamina Buttona”.
Film tak dziwny jak zapowiada tytuł, mój mały podziw dla realiztorów scenariusza jak i charakteryzatorów, którzy wg mnie popelnili mistrzostwo świata ( podejrzewam iż i Photoshop w profesjonalnym wydaniu byl niezbedny miejscami).
Mimo kilku wyczuwalnych dłużyzn , film mi się podobał.
Cikawe czym w ty roku zaskoczy mnie jeszcze kino

 

Zostaw komentarz więcej...

Kino domowe

przez , 16.kwi.2009, w Bez kategorii

  „Appaloosa”

Zostaw komentarz więcej...

Mała rzecz a cieszy

przez , 09.kwi.2009, w Bez kategorii

    Ku wielkiemu, miłemu zdziwieniu wygrałam CD muzyczne w konkursie radia RMF FM dotyczącym jednego zpolskich wykonawców. Jak dla mnie pytania byly banalnie proste, choć muzyki tego twórcy nigdy regularnie nie słuchałam, niemniej płyta Krzysztofa Krawczyka bardziej ucieszyła moją matke niż mnie. Ale słuchmy obie.

Ja nie grasz, nie wygrasz jak mawiają – a ja póki co miliona nie wygrałam w Lotto.
Ale mam nagrodę odebraną w poniedziaek- 5 kwietnia :

Zostaw komentarz więcej...

Fiołki

przez , 04.kwi.2009, w Bez kategorii

 

ZIELONO MAM W GŁOWIE

Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną,
Na klombach mych myśli sadzone za młodu,
Pod słońcem, co dało mi duszę błękitną
I które mi świeci bez trosk i zachodu.

Obnoszę po ludziach mój śmiech i bukiety
Rozdaję wokoło i jestem radosną
Wichurą zachwytu i szczęścia poety,
Co zamiast człowiekiem, powinien być wiosną.

                                                                           (Kazimierz Wierzyński)

Zostaw komentarz więcej...

Parszywy pierwszy kwartał roku.

przez , 03.kwi.2009, w Bez kategorii

 

       Nie wiem czy tylko mi się tak wydaję, czy też tak jest, ale
ten rok straszliwie szybko mija a dodatkowo nie oszczędza nikomu przykrości pod
różnymi postaciami. Z kim bym nie rozmawiała czy /i pisała mówią niemal to samo
że albo stracili kogoś bliskiego albo sami mają kłopoty z sobą albo z kimś
najbliższym.

Co by nie mówić parszywie jest i basta.

 

     Zaczęło się 
wiadomości koleżanki iż coś ma z nogą – sprawa prosta- ma kłopoty z
ostrogą ale ile się nacierpiała to sama wie najlepiej, ja potrafię ja tylko
zrozumieć dzięki bolącym mnie kolanom i po wcześniejszych rozmowach z
przyjaciółką, która w zeszłym roku cierpiała na to samo. Potem, w lutym jak
zadzwoniłam do przyjaciółki i okazało się iż od czerwca nie będzie już pracować
w szkole, bo dyrekcja uznała ją za mało kompetentną nauczycielkę, nie ważne dla
zołzy-dyrektorki był fakt, iż dziewczyna starała się jak mogła , kończyła różne
kursy. Nie minęły 3 dni jak dowiedziałam się o przyjaciółki brat został
zwolniony z roboty i za miesiąc albo będzie bezrobotnym albo uda mu się coś
znaleźć- wierzę iż się udało, bo dla informatyków zawsze miejsce gdzieś czeka.

Mi tez los mamieszał nieźle, bo styczniu i w lutym, wieczny malkontent i wielki schorowany leniuch ( = czytaj mój ojciec) na 5 tygodni wylądował w szpitalu, a do dziś chodzi i straszy cewnikiem. Czeka teraz na operację – ponoc 2 miesiące czyli na początek maja moze mu wypaść zabieg.

Mnie ,że by nudno nie było dopadla super wirusówka, którą uczęstowałm matkę.A ze w tym czasie ojciec był w szpitalu- był zdany na samego siebie i życzliwość obcych (sam jest malo sprawny). Mi z klei nie miał kto lekow wykupić , ale dzielna przyjaciłka z osiedla odważyła się po zakupie leków wejść do mnie , do wylęgarni choroby. Dzielna,.

 

    Tak się stało iż jeszcze niedawno koleżance ktoś wylądował w
szpitalu, by nie zwariowała przy łóżku chorego byłyśmy w kontakcie
telefonicznym – rozumiem dobrze jej ból i strach, dlatego przegadałyśmy nie
jedna godzinę.

      Żeby zmartwień nie było zbyt mało wyżej wspomnianej przyjaciółce podupadł
mocno na zdrowiu dziadek- też niezły miała stres, bo wiedząc iż osoba leciwa i
kłopoty z płucami, nic dobrego to nie wróżyło. Należało liczyć na cud medycyny.
(oby się udało, a powinno bo ma kochającą rodzinę, co dba o chorego). Jak jest
teraz nie wiem, bo w tym tyg. jeszcze się o to nie pytałam.

 

         No i czas na ekstremalne doznania.

 

     Koleżanka z pracy dzięki rozmowie z przyjacielem o mało go
nie straciła, będąc zbyt szczerą, bo nie przypuszczała iż ktoś nie potrafi
zrozumieć jej punktu widzenia, i to co jemu wydawało się słuszne, i miało ją wg
niego ją wzmocnić, spowodowało u niej szok, zdenerwowanie i płacz rozgoryczania.
Wg mnie to on nie miał racji, bo nikt na całym świecie nie ma za dużo
przyjaciół i jeśli ma są oni nieliczni, a znajomych i kolegów możemy mieć na
pęczki, bo rzadko kto może się poszczycić wieloma przyjaciółmi.

      Poza tym wg mnie przyjaciela się kocha w specyficzny sposób,
i miłość ta jest odwzajemniana tylko nie każdy umie to  uczucie nazwać. Bo to jest tak specyficzny
odcień miłości iż właśnie dlatego dla przyjaciela jesteśmy gotowi poświęcić się
sami, oddać ostatnią koszulę, zrobić coś o czym nigdy wcześniej nie myśleliśmy.

Powiedziałam jej iż jest takie porzekadło iż :„Przyjaźń trwa
POMIMO a nie PONIEWAŻ ” a ona dodała , słusznie z resztą, iż trzeba pamiętać iż
jedną rzecz rożni ludzie różnie widzą, co już kiedyś sama napisałam.

 

Tak w ogóle to przeżywam ostatnio to co się dzieje u
przyjaciela, nie dość iż w życiu nie raz dostał kopa, to jeszcze w połowie lutego zmarł mu ojciec. Nerwy, bieganina załatwianie najróżniejszych spraw, a
może i zmiana pracy spowodowały iż poważnie się rozchorował i cholera (!) nie
mam na to ani wpływu ani porady poza ciepłym słowem i może pozytywnym myśleniem
i życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia.

Od dwóch czy trzech osób już słyszałam jak nerwy mogą
rozłożyć człowieka, ale to co jego „trafiło” to już doprawdy przesada. Mam
nadzieję iż szybko z tego wyjdzie.

 Czasami zastanawiam
się ile na nas może się zawalić, na nas ludzi. Czasami mówi się” co nas nie
zabije  to wzmocni” niby tak, ale
czasami nawału zdarzeń jest zbyt wiele i może to mas doprowadzić za załamania.

Tak myślę – a może to myśli słabego człowieka?

 

     Poza tym chyba przyjdzie mi zabawi się w czarownicę by
odczynić urok, bo zbyt wiele złego kręci się wokół mnie i ludzi mnie
otaczających. A może to faktycznie rok ”pod psią gwiazdą”?

Cholera, jasna cholera.

 

 

 

Zostaw komentarz więcej...